O czym szumią prokocimskie dęby?
Park prokocimski jest zbiorem wielu gatunków drzew o różnym wieku. Drzewa te, sadzone przez kolejnych właścicieli Prokocimia, widziały wiele wydarzeń rozgrywających się przez dziesiątki lat w ich otoczeniu. Jako żywe pomniki są świadkami, a także najstarszymi zabytkami i obywatelami Prokocimia.
Spośród drzew rosnących w parku wyróżnia się grupa dębów szypułkowych, znajdujących się w pobliżu pałacu. Zwłaszcza jeden, stojący przed pałacem, wyglądał szczególnie szacownie. Trafiony przez piorun w 1970 roku, zachował się częściowo do dzisiaj pod postacią wysokiego, suchego pnia. Mieszkańcy Prokocimia nieraz zastanawiali się, jak stare są te drzewa, co pamiętają? Istniały także legendy, np. o odpoczynku pod "Dębem Pałacowym"
króla Jana III Sobieskiego przed Wyprawą Wiedeńską. Czy to prawda? W dalszej części postaram się skrótowo odpowiedzieć na te pytania.Dąb, jako święte drzewo Peruna, boga nieba, burzy i wojny (słowiańskiego Zeusa), czczony był przez naszych przodków. Na początku naszego tysiąclecia w wielu miejscach Polski znajdowały się święte gaje dębowe, gdzie kapłani słowiańscy, wróże, z szumu drzew przepowiadali przyszłość. Być może, w tych odległych czasach, także i gdzieś na terenie Prokocimia gaj taki się znajdował. Na pewno natomiast brzegi Wisły na całej prawie długości, porośnięte były gęstymi lasami dębowymi. Często przy współczesnych pracach ziemnych prowadzonych w pobliżu Wisły, znajduje się stare, zmurszałe pnie dębowe. W Prokocimiu, na granicy z Płaszowem
i Rybitwami, aż do końca XVI w. zachowała się pozostałość tych borów, tzw. Dębny Las, będący zresztą własnością królewską. Nasze dęby nie pamiętają jednak tak odległych czasów. Niewątpliwie najstarszy z nich był wspomniany wcześniej "Dąb Pałacowy". Niestety z związku z licznymi uszkodzeniami, a także z częściowym zniszczeniem, niemożliwe jest dokładne ustalenie jego wieku. Można tylko stwierdzić, że początek swój bierze w latach 1580 - 1620. Jak wtedy wyglądał Prokocim?Otóż na temat ówczesnego wyglądu Prokocimia wiadomo mało. Prawdopodobnie istniały już obydwa Stawy: Górny, położony powyżej Drogi Wielickiej w kierunku Piasków, oraz Dolny, na miejscu obecnego stadionu w parku. W Prokocimiu istniał wtedy folwark, którego obszar zamykał się z jednej strony w
obrębie "starego muru" z łamanego wapienia (pochodzącego być może z tych czasów), z drugiej natomiast do mniej więcej tzw. starej plebanii, obecnego przytuliska, stojącej na miejscu głównego budynku (dworu) folwarcznego. Z tych czasów, sądząc po stylu budowy, może pochodzić stara piwnica, znajdująca się w narożniku "starego muru".Oznacza to, że interesujący nas dąb rósł wtedy na zewnątrz budynków folwarcznych. Czy ten dąb posadzono celowo? Być może. Otóż w folwarkach staropolskich jednym z rodzajów upraw był tzw. żyr dębowy, czyli uprawa dębów w celu pozyskania żołędzi, jako karmy dla świń. Być może, dąb ten jest pozostałością takiej właśnie "uprawy dębów". Za tym hipotetycznym gajem dębowym rozciągał się Staw Dolny, i rozłożona wokół niego wieś, z Młyne
m Dolnym przy młynówce wypływającej ze stawu. Kto mógł posadzić ten dąb? Kto był ówczesnym właścicielem Prokocimia? Otóż przede wszystkim należy sobie zdać sprawę, że Prokocim stał się rezydencją pańską dopiero pod koniec XVIII wieku. Wcześniej należał zawsze do magnatów, których dobra leżały zwykle na kresach wschodnich Rzeczypospolitej, a w folwarku prokocimskim w imieniu pana rządził wyznaczany co kilka lat arendarz (dzierżawca). Nazwiska dzierżawców w większości zaginęły w otchłani wieków, przetrwały jedynie tych, którzy w różny sposób zaskarbili sobie pamięć potomnych. Jest to jednak oddzielny temat.W interesującym nas okresie przełomu XVI i XVII wieku właścicielami Prokocimia był ród książąt Ostrogskich, którzy objęli go w swoje władanie w latach siedemdziesiątych XVI wieku. Dziedziczką Prokocimia była wtedy Zofia zd./ Tarnowska, żona księcia Konstantego Ostrogskiego, wojewody kijowskiego. Być może z jej rządami należy wiązać posadzenie opisywanego dębu. Kolejną właścicielką Prokocimia była Katarzyna
zd. Lubonmirska, żona księcia Janusza Ostrogskiego, kasztelana krakowskiego, zmarła w roku 1612. W każdym razie dąb ten może być związany z okresem rządów tych dwu energicznych kobiet.W roku 1620 w osobie księcia Janusza wymiera męska linia książąt Ostrogskich. Majątki ich przejmują spokrewnieni z nimi książęta Zasławscy, a konkretnie mąż Eufrozyny, córki Janusza, książę Aleksander Zasławski. Rok 1620 jest to, jak pamiętamy, górna granica wieku naszego dębu. Może więc jest on pozostałością porządków w f
olwarku prokocimskim przeprowadzonych przez księcia Aleksandra po jego objęciu?W opisywanym okresie Prokocim omijają niepokoje tamtych czasów, wojny ówczesne rozgrywają się z dala od niego.
Mijają lata. Około roku 1647 zostaje posadzona grupa dębów, do dzisiaj tworzących podstawowy zrąb parku w Prokocimiu. Może nie jest to związane z jakimś konkretnym wydarzeniem, a może są to właśnie ślady porządków przeprowadzanych przez księcia Władysława Dominika Zasławskiego. Jest to o tyle możliwe, że książę te
n, najbogatszy ówcześnie człowiek w Rzeczypospolitej, znany był z dbałości o swoje majątki. Znany z opisów w kilkadziesiąt lat później bogaty folwark prokocimski mógł być właśnie jego dziełem. Książę Zasławski, dobry jako gospodarz, okazał się niestety złym dowódcą w przegranej bitwie pod Piławcami z wojskami Chmielnickiego, znany był potem dzięki temu jako "pierzyna" (występuje w "Ogniem i mieczem" H. Sienkiewicza).Nasz "dąb pałacowy" ma lat około 50, "dęby Zasławskich-Ostrogskich" zaledwie kilka-kilkanaście, gdy do Polski wkraczają wojska króla szwedzkiego Karola Gustawa, rozpoczynając okres "potopu". 25 września 1655 roku wojska szwedzkie znalazły się pod murami Krakowa, rozpoczynając oblężenie od strony miasta Kazimierza (obecnie dzielnica Kazimierz).
W tym miejscu należy nadmienić kilka słów o topografii Prokocimia i okolic w tym czasie. Nad zakolem Wisły leżała wieś Płaszów, która rozrastała się w kierunku wschodnim, zajmując dawny "Dębny las", w kierunku Rybitw. Między Rybitwami i Prokocimiem znajdowała się kościelna wieś Bieżanów. Między wymienionymi wsiami rozciągał się wielki, płaski obszar podmokłych łąk, zamieszkałych jedynie przez dzikie ptactwo. Obecnie obszar ten rozdzielony jest linią kolejową. Łąki te zawsze były wykorzystywane na popas wojsk idących z tego kierunku na Kraków. Tak też było we wrześniu 1655. Na łąkach rozłożyło się sześć regimentów szwedzkich, które następnie zajęły pozycje naprzeciw Kazimierza, paląc i łupiąc okoliczne wsie, w tym też Prokocim. 30 września dęby prokocimskie oglądały przemarsz wojsk Karola Gustawa w kierunku Tarnowa, przeciw zgromadzonym tam wojskom polskim, 3 października natomiast ich triumfalny powrót po zwycięstwie pod Wojniczem.19 października został zdobyty Kraków, rozpoczął się mroczny okres okupacji szwedzkiej. Oddziały szwedzkie wysyłane głównie z kwatery na Kazimierzu nadal łupiły okolice, ściągając kontrybucję i mordując opornych. Na przełomie 1656 i 1657 roku dojazd do Krakowa blokują wojska polskie Jerzego Lubomirskiego, marszałka koronnego. Wo
jska te stacjonują znowu na wspomnianych łąkach, a sam Lubomirski kwateruje w Bieżanowie. Na wieść o zbliżającej się z odsieczą wojskom szwedzkim armii Rakoczego, księcia Siedmiogrodu, Lubomirski zwija oblężenie. Korzysta z zamarzniętej Wisły i przeprawia się na drugi brzeg zmierzając w kierunku Sandomierza. 28 marca 1657 roku przez Prokocim przechodzą wsławione okrucieństwem wojska Rakoczego, zmierzając do Mogiły, gdzie łączą się z wojskami szwedzkimi. W międzyczasie towarzysząc powracającemu z emigracji na Śląsku królowi Janowi Kazimierzowi, 5 kwietnia 1656 roku umiera we Lwowie książę Władysław Dominik Zasławski, zostawiając swe dobra w rękach małoletniego syna, Aleksandra. W lipcu 1657 roku pod Kraków podeszły wojska polskie oraz sojusznicze wojska austriackie. Oczywiście, znowu na obozowisko zostały wykorzystane nasze łąki. Stały na nich trzy regimenty austriackie oraz kwatera generała Sporchensa, oczywiście wykarmić żołnierzy znowu musiały okoliczne wsie. Po miesięcznym oblężeniu Krakowa 22 sierpnia Szwedzi podpisali akt kapitulacji. Jak można łatwo się domyślić, Prokocim wyszedł z okresu "potopu" całkowicie zrujnowany, ludność zubożona i zdziesiątkowana.Kilkanaście lat później umiera ostatni męski przedstawiciel książąt Zasławskich, Aleksander. Całość majątku przechodzi do rąk jego siostry, Teofili, od 1683 roku żony księcia Józefa Karola Lubomirskiego, stając się częścią gigantycznego latyfundium Lubomirskich. Jest to jednocześnie, jak wiadomo, rok odsieczy wiedeńskiej. I tu wraca pytanie - czy król
Jan III Sobieski rzeczywiście odpoczywał pod "Dębem Pałacowym" przed odsieczą wiedeńską? W każdej legendzie jest ziarno prawdy, więc należy i na tę popatrzeć. "Dąb Pałacowy" miał już około 80 lat, "Dęby Zasławskich" około 30, tak więc "Dąb Pałacowy" był już dosyć okazałym drzewem. Sobieski jednak w Prokocimiu wówczas nie przebywał. Dęby prokocimskie widziały jednak gromadzenie wojsk na wyprawę wiedeńską. 2 sierpnia 1683 przez Prokocim przeszła duża grupa kawalerii strzegąca dotąd pogranicza polsko-tureckiego na Podolu i Pokuciu pod dowództwem hetmana polnego koronnego Mikołaja Sieniawskiego. W kilka dni później przeciągnęły dalsze oddziały koronne pod wodzą hetmana wielkiego Stanisława Jabłonowskiego. Może to właśnie Sieniawski lub Jabłonowski odpoczywał w folwarku prokocimskim, a ludność Prokocimia, widząc możnego pana z mnóstwem wojska, przypuszczała, że jest to sam król?Upłynęło blisko 20 lat. Po śmierci Józefa Karola Lubomirskiego w roku 1702 majątek odziedziczył jedyny jego syn, a zarazem ostatni męski potomek tej gałęzi rodu, Aleksander Dominik, starosta sandomierski. Za jego rządów Prokocim został wplątany w wir wojny północnej. Wojna północna tocząca się w latach 1700-1721 była jedną z najbardziej wyniszczających kraj wojen w dziejach Rzeczypospolit
ej. Z jednej strony wojska szwedzkie pod dowództwem genialnego wodza, króla Karola XII (wkroczył do Krakowa 1702 roku) z drugiej strony wojska saskie oraz sprzymierzone z nimi wojska polskie podporządkowane królowi Augustowi II Mocnemu. W późniejszym okresie z Sasami sprzymierzyły się wojska rosyjskie pod dowództwem cara Piotra Wielkiego, wkraczając na ziemie polskie w roku 1704. Powiększając zamieszanie, część szlachty polskiej opowiedziała się za marionetkowym, mianowanym z łaski Karola XII królem - Stanisławem Leszczyńskim. W efekcie przez Prokocim, leżący przy ważnym trakcie wiodącym na wschód, przeciągały wszystkie naówczas możliwe wojska od Szwedów poczynając, a na polskiej Jeździe Wołoskiej kończąc.Szczęśliwie (dla nas) w roku 1706 zmarł dzierżawca Prokocimia z ramienia księżnej Lubomirskiej, pan Kapuściński, i w związku z objęciem dzierżawy przez pana Sieprawskiego sporządzono "Inwentarz majątku..." oraz dołączone do niego rachunki roczne, będące w istocie kroniką Prokocimia z lat 1706 - 1707. Jes
t to obraz rabunku i gwałtów popełnionych przez wojska, które zmieniały się często kilkakrotnie w ciągu jednego tygodnia. Dowiadujemy się, że nad Dolnym Stawem, w miejscu późniejszego budynku TSL-u powstał browar, prowadzony przez Żydów z majątku Lubomirskich, Wiśnicza, który zresztą był jednym z głównych celów rabunków wojskowych. Oficerowie stacjonowali we dworze, wojsko we wsi, paląc dobytek, zabijając zwierzęta gospodarskie. takiej biedy jak wtedy Prokocim nie zaznał ani wcześniej, ani nigdy potem. Ówczesna sytuacja w Prokocimiu godna jest w przyszłości oddzielnego omówienia.Kiedy w roku 1710 siostra Aleksandra Lubomirskiego, Marianna wstąpiła w związek małżeński z Pawłem Karolem Sanguszką, automatycznie po bezpotomnej śmierci Aleksandra w 1720 roku dobra tej gałęzi Lubomirskich przeszły w ręce rodu Sanguszków.
Z faktem tym nie chciała się jednak pogodzić młodsza gałąź Lubomirskich z Łańcuta. Rozpoczęła się wojna podjazdowa trwająca prawie rok. W tym czasie dobra Sanguszków, w tym prawdopodobnie i zrujnowany przez wojnę północną Prokocim, zostały obsadzone oddziałami wojskowymi.
W 1750 roku całość majątku Sanguszków obejmuje syn Pawła Karola , Janusz Aleksander Sanguszko, który szybko rozdaje go różnym osobom. Prokocim dostaje się w ręce rodziny Wodzickich, którzy będą nim rządzić przez ponad sto lat. Już w 1749 roku Prokocim stał się własnością Michała Wodzickiego, który w 1752 r. został opatem mogilskim. W roku 1759 został mianowany biskupem przemyskim, które to biskupstwo objął w 1761. Znany był
jako dobry gospodarz, tak więc wraz z nim rozpoczyna się okres rozwoju Prokocimia. Charakterystyczne jest, że właśnie na rok około 1752 można datować posadzenie kolejnej (po stu latach!) grupy dębów, uzupełniających stare, stuletnie już "Dęby Zasławskich". Można to wiązać z akcją odnowy folwarku prokocimskiego. Niewątpliwie działalność biskupa Michała stanowiła podstawę rozwoju Prokocimia za rządów jego bratanka, Eliasza Wodzickiego, pierwszego w historii dziedzica, mającego rezydencję w Prokocimiu. Tak więc w drugiej połowie XVII w. folwark prokocimski składa się z zabudowań folwarcznych otoczonych przez sady owocowe oraz gaj dębowy. Znaczące zmiany rozpoczynają się za rządów właśnie Eliasza Wodzickiego, który jest twórcą wielkiej świetności rodu.W latach 1777-1783 dęby prokocimskie oglądają wznoszenie między sobą pałacu w stylu Ludwika XVI, który Eliasz Wodzicki buduje dla siebie i swojej małżonki, Ludwiki z Wielopolskich, być może wg projektu Piotra Aignera. W roku 1796 cały majątek darowuje on właśnie swej małżonce, która w 1801 roku umiera w ukończonym już pałacu. Zgodnie z aktem darowizny majątek składa się wówczas z pałacu, oficyn, folwarku, okołów, stajni, wozowni, stodół, spichlerzów, cegielni, browarów, karczem, młynów i miał wtedy wartość 160 tys. ówczesnych złotych. Niestety Prokocim po I rozbiorze jest już wtedy częścią Cesarstwa Austriackiego, co być może było jedną z przyczyn wzniesienia rezydencji, gdyż większość pozostałych swoich pałaców Eliasz miał po stronie polskiej. Możliwe jest, że w marcu 1794 w ukończonym już pałacu nasze dęby mogły oglądać przybycie Tadeusza Kościuszki, który w jednym z pałacyków po tej stronie Wisły odbywał tajne spotkania ze swoimi współpracownikami, głównie z Józefem Wodzickim, bratem Eliasza. Być może, że pałacykiem tym był nasz pałac. Dziedzicem dóbr Eliasza Wodzickiego został po śmierci matki Ludwiki syn Józef Wodzicki, który stał się właściwym twórcą Prokocimia takiego, jaki istnieje do dzisiaj. Jest twórcą parku prokocimskiego, czego śladem są buki, jesiony i dęby posadzone około roku 1810. Zostają wytyczone alejki, park obejmuje także część dawnej wsi wokół Dolnego Stawu, której to części mieszkańcy otrzymują działki w innych miejscach. Józef Wodzicki był mistrzem katedry "Przesąd Zwyciężony" krakowskiej loży masońskiej, tak więc można podejrzewać, że dęby prokocimskie oglądały przyjazdy członków loży do pałacu na tajne, nocne spotkania, odbywające się być może, w okrągłej sali. W 1812 roku przez Prokocim przechodzą niedobitki Wielkiej Armii Napoleona po klęsce w Rosji, a w pałacu gości książę Józef Poniatowski, który zresztą przechodzi tu załamanie nerwowe.
W 1846 roku, po ślubie z hrabiną Platerówną dziedzicem Prokocimia zostaje syn Józefa Kazimierz Wodzicki. Prawdopodobnie z tym zdarzeniem należy wiązać pojawienie się około roku 1842 licznych topoli, klonów i dębów, głównie w formie szpaleru przy alejce na południowym obrzeżu Dolnego Stawu. Kazimierz Wodzicki zasłynął przede wszystkim jako znany ornitolog i łowca ptaków. Polowania na ptactwo wodne odbywało się na znanych nam już podmokłych łąkach, gdzie Wodziccy wystawili gajówkę, do której wiodła cienista aleja obsadzona topolami.
W roku 1860 właścicielem Prokocimia zostaje hrabia Leon Skorupka, literat, poseł do Sejmu Krajowego oraz właściciel Starego Teatru w Krakowie. I znowu z tym wydarzeniem należy wiązać pojawienie się dużej grupy drzew (dęby, kasztany) posadzonych około roku 1867, w tym uzupełnienie alejki przy stawie.
Pod koniec XIX w. właścicielem Prokocimia staje się hrabia Erazm Józef Jerzmanowski, który porządkuje park. Z jego działalnością należy wiązać drzewa posadzone około 1893 roku, które np. uzupełniają aleję przy stawie. Działalność Erazma Jerzmanowskiego była ostatnią jak dotąd akcją świadomego zazieleniania parku. Po jego śmierci, a właściwie dopiero po II wojnie światowej, prokocimskie dęby są świadkami postępującej dewastacji swojego otoczenia.
Grupy drzew w parku prokocimskim:
- "Dąb Pałacowy" - 1580-1620
- "Dęby Zasławskich" - 1647
9- "Dęby Biskupa Michała Wodzickiego" - 1752 6
- "Drzewa parkowe Józefa Wodzickiego" - 1810 4
- "Drzewa parkowe Kazimierza Wodzickiego" - 1842 2
- "Drzewa parkowe Leona Skorupki" - 1867 2
- Drzewa parkowe Erazma Jerzmanowskiego - 1893 3
/Tomasz Ściężor “Dobra Rada” 1994 r./